Dawno nie pisalam glownie przez brak zdjec lub czasu.. Teraz gdy mam jedno i drugie nie mam pomyslu o czym napisac..
Pod czas moich namyslów zaczelam sie bawic grzywka i postanowilam ze troche wam opowiem o jej historii.. Wiem, ze to zapewne was nie interesuje ale mysle ze lepsze to niz nic.. Przynajmniej tak mi sie wydaje.
A wiec po raz pierwszy zdecydowalam sie na zrobienie grzywki kiedy mialam 8 lat. Chcialam ja miec, poniewaz wtedy uwielbialam Hannah Montanna i chcialam byc jak najbardziej jak ona. Wygladalo to strasznie, wiec postanowilam sie jej pozbyc (zapuscic). Gdy mialam 10 lat moja grzywka byla juz naprawde dluga i wygladala nawet ok. Pojawil sie jeden problem, a mianowicie, gdy zostaje za dlugo w domu, albo nie mam nic do roboty zaczynam cudowac. No i wymyslilam ze sobie sama zetne grzywke. Wygladalo to tak, ze wzielam ja w dlon i sciachalam na rowno, znaczy mialo byc na rowno..
Sytuacja sie ponowila tzn. wygladalo to masakrycznie. Wracamy do punktu wyjcsia-zapuszczanie.
Grzywka odrosla byla mniej wiecej do zakonczenia sie mojej szczeki, mimo, ze chcialam zapuszczac bym nie musiala jej ciagle prostowac cos, a raczej ktos mnie podkusil do jej sciecia.Plus jest taki, ze fryzjer, ktory mnie tnie od dluzszego czasu przywykl ze mam dziwna manie scinania nieumiejetnie wlosow, wiec mnie tego nauczyl. Dziekuje mu bradzo bo teraz moja grzywka wyglada jakby ja fryzjer scial i na dodatek moglam sama zadecydowac o detalach. Po jednym dniu uznalam, ze byl to ZNOWU kiepski pomysl, poniewaz teraz musze ja spinac na jeden sposob, gdyz jest za krotka, zeby troszeczke pokombinowac. A wiec znowu zapuszczam i chodzby nie wiem co nigdy sie nie skusze sciac jej na nowo.